Trochę to trwało zanim usiadłam do książki Judith Viorst zatytułowanej „To, co musimy utracić”. W podtytule ta utrata została uszczegółowiona: „czyli miłość, złudzenia, zależności, niemożliwe do spełnienia oczekiwania, których każdy z nas musi się wyrzec, by móc wzrastać”. Autorka poruszyła tutaj wiele ważnych aspektów, z których stratą boryka się człowiek od urodzenia aż do śmierci. Są one opisane w czterech głównych częściach, podzielonych na rozdziały.
Pierwsza część mówi o dziecku, które tworzy swoje odrębne „ja”. Opuszcza łono matki i przestaje być jej częścią. Matka była pierwszą osobą w życiu dziecka, więc łączy je z nią niezwykła więź, która ulega rozluźnieniu, żeby dziecko mogło stać się sobą. I to jest dla dziecka strata, która prowadzi je do samodzielnego odkrywania siebie i świata.
W drugiej części autorka porusza tematy związane z tym co zakazane i niemożliwe. Pojawienie się rodzeństwa i niechęć dziecka do podzielenia się mamą. Kompleks Edypa i jego wpływ na dorosłe życie chłopców i dziewczynek. Dotyka także tematu różnic fizycznych i psychicznych między kobietą a mężczyzną oraz wynikających z tego oczekiwań społecznych. Autorka opisuje także stopniowy proces odrywania się dziecka od rodziców, który prowadzi do wzięcia przez młodego człowieka odpowiedzialności za to co robi i za własne życie.
Więzi międzyludzkie są tematem trzeciej części. Mowa tutaj o konfrontacji między marzeniami a rzeczywistością. O tym, że więzi między ludźmi są w swojej istocie niedoskonałe. Autorka opisuje relacje koleżeńskie i przyjacielskie i potrzebę pozbycia się młodzieńczych ideałów. Podnosi również temat małżeństwa jako relacji, w której trudno uwolnić się od iluzji i wyobrażeń jak ono powinno wyglądać. Ludziom często trudno zaakceptować to, że ich związek jest zupełnie, zupełnie inny od tego, co sobie o nim wyobrażali. Z kolei gdy dzieci pojawiają się w życiu rodziców, często pragną oni wychować je na „lepsze” niż oni sami. Chcą je zatrzymać przy sobie i uchronić przed popełnianiem błędów. Jednocześnie cały czas czując, że ich miłość jest niedoskonała. Opisane są również schematy, jakie wynosi się z rodzinnego domu.
Ostatni rozdział opowiada o miłości i stracie. Poruszany jest temat żałoby i jej etapów po stracie ukochanej osoby. O zmianach, które zachodzą w człowieku na przestrzeni lat i z którymi trzeba się pogodzić. O młodości, która minęła, a we wnętrzu kipią emocje, do których ludzie nie chcą się przyznać. O starości, która bywa bardzo trudna do zaakceptowania, ale jest też ważnym czasem uporządkowania tego, co kryje się w ludzkim wnętrzu. O umieraniu i chęci pozostawienia czegoś po sobie. O tym, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni.
Judith Viorst w swojej książce porusza temat straty na wielu poziomach i płaszczyznach. Przytacza także wyniki badań oraz ukazuje różne spojrzenia na opisane zjawiska. Prowadzi czytelnika od życia płodowego do chwili śmierci. Pokazuje doświadczenie straty jako coś zupełnie naturalnego, co wydarza się w każdej chwili życia. Przeżywanie strat przez człowieka jest nieuniknione. Dzięki nim, my ludzie, wzrastamy i zmieniamy się. Im pełniej przeżywa się straty na początkowych etapach życia, tym łatwiej przyjąć kolejne, które wydarzają się i wziąć odpowiedzialność za swoje życie.
Tę książkę można przeczytać jednym tchem, bo jest niezwykle interesująco napisana. Zachęcam jednak do zagłębienia się w poszczególne tematy. Warto z nimi pochodzić i poukładać je w sobie. Dopiero później przejść do kolejnego rozdziału. Fascynującej lektury!